Święty Szarbel - co nam umyka?

Święty Szarbel - co nam umyka?

Święty Szarbel cieszy się w Polsce olbrzymim kultem. Spotkania modlitewne wokół jego relikwii połączone z namaszczeniem olejem św. Szarbela przyciągają tłumy. Ilość świadectw wysłuchanych modlitw buduje w wierzących głębokie przekonanie, że Szarbel może wyprosić wszystko. W ten sposób dołączył on do grona świętych cudotwórców, a jego popularność na pewno dorównuje, jeśli nie przewyższa już tej, którą cieszył się niegdyś Ojciec Pio.

Szarbel rzeczywiście czyni znaki niezwykłe. Jego osoba pojawia się w opowieściach, które u niewierzących wywołują na twarzy kąśliwy uśmieszek, a w wierzących budują przekonanie, że w przypadku św. Szarbela nadprzyrodzone działania są czymś zupełnie naturalnym. W Libanie co miesiąc tłumy ludzi gromadzą się na pielgrzymce od grobu świętego do klasztornego kościoła, w którym odprawiana jest msza święta, wokół kobiety zoperowanej kilkanaście lat temu podczas snu przez Szarbela. Operacja chirurgiczna dokonała się między snem a jawą: święty przyszedł podczas snu, ale krew, ból, szew po zabiegu i powrót do zdrowia były realne. Z taką pobożnością wiąże się kult świętego Szarbela: z przekonaniem, że przywracająca zdrowie, ład i pokój boska siła wchodzi w nasz świat z wielką mocą.

Pierwszy raz odwiedzałem klasztor i pustelnię św. Szarbela kilka lat temu. Przedwczoraj pojechałem tam po raz drugi. Nie kryję, że spotkanie z kultem św. Szarbela jest niezwykłe.

Pierwsza rzecz, która się rzuca w oczy, to ludzka nędza. Pamiętacie ten fragment z Ewangelii, gdzie mowa jest o tym, że do Jezusa przyprowadzano chorych? Każdy przejaw boskiej mocy w świecie ma ten sam skutek: przyciąga ludzi obarczonych chorobą, cierpieniem, niepełnosprawnością.

W pewnym sensie manifestacja Boga pociąga za sobą manifestację człowieka. Jak długo Stwórca pozostaje w ukryciu, tak długo stworzenie kryje się ze swoją słabością, zrzuca ją na karb swojej kondycji, uznaje za stan po prostu konieczny. Ale wystarczy, że gdzieś zajaśnieje doskonałość i siła Boga, który jest najwyższym dobrem, od razu przybiega w to miejsce ludzkość okaleczona, słaba, kulejąca, zapłakana i zbolała chcąc mieć udział w doskonałości Stwórcy. Już nie ma miejsca na pokorną akceptację: wybucha lament, płynie skarga i wznosi się do Boga żarliwa modlitwa - uzdrów, zabierz, ratuj! Przy trumnie Szarbela bez przerwy słychać szept błagalnej skargi na słabość ludzkiej natury.

Świadectwa wielu ludzi potwierdzają, że Bóg odpowiada na tę skargę dając ludziom to, o co proszą. Wielu? Mam wątpliwości... Lista podziękowań za otrzymane łaski jest długa, bezwzględna liczba świadectw wysłuchania prośby imponuje. Ale gdyby ktoś pokusił się o matematyczną precyzję w opracowaniu statystyk i zestawiłby ilość podań złożonych przed tronem Boga na grobie św. Szarbela z ilością boskich wyroków zgodnych z wolą aplikujących o łaskę? Nie jestem pewien, czy procent wysłuchanych modlitw byłby w takim opracowaniu imponujący? Nie chodzi mi o to, żeby przeczyć świadectwom cudów czy pomniejszać ich ilość. Chodzi mi tylko o to, że pewna rzecz nam czasem w kulcie św. Szarbela umyka: Bóg naprawia stworzenie inaczej, niż my tego oczekujemy.

W życiu świętego Szarbela jedna rzecz jest zdumiewająca: w świecie nie dokonał on niczego. Nie był ani biskupem, ani społecznikiem, ani wielkim teologiem, ani wziętym kaznodzieją. Póki żył na świecie, świat go nie dostrzegał. Całe swoje dorosłe życie spędził w odosobnieniu. Jego klasztor był z dala od świata, a on w tym klasztorze był pustelnikiem. 

Święty Szarbel w odróżnieniu od zdecydowanej większości swoich czcicieli nie walczył o swoje życie na ziemi, nie zabiegał o zdrowie czy pomyślność. On głęboko wierzył, że jego życie jest życiem wiecznym. Czy nie tego nas uczy wiara Kościoła? "Wasze prawdziwe życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu" - mówi święty Paweł. Szarbel potraktował te słowa z całą dosłownością: nie żył tym życiem, które jest jawne, ale żył tym życiem, które jest ukryte. Co jest większym szaleństwem: wierzyć, że Bóg może wejść w ludzkie życie, czy wierzyć, że człowiek może wejść w życie Boga? 

Przy grobie Szarbela staje naprzeciw siebie Kościół nieba i Kościół ziemi. Przed człowiekiem, który jeszcze będąc na świecie żył w Bogu, stają ludzie, którzy będąc w świecie domagają się działania w ich życiu Boga. On chce ludzi wprowadzić w świat Boga, oni zabiegają u niego o interwencję Boga w świat ludzi. Cuda, które się dzieją podczas tego spotkania, są dwojakie: raz wygrywa Kościół ziemi i odchodzi ucieszony cudownym wyproszeniem zdrowia i ziemskiej pobożności, raz wygrywa Kościół nieba i raduje się zdobyciem kolejnego człowieka dla Królestwa niebios. O tych pierwszych cudach głośno jest od razu, o tych drugich usłyszymy później.

Jeśli coś nam umyka w kulcie świętego Szarbela, to właśnie to: ten maronicki mnich nie jest znakiem obecności Boga w świecie, ale znakiem obecności człowieka w Bogu. Jego orędzie nie polega na zachęcaniu ludzi do wiary w to, że Bóg uzdrawia z chorób i usuwa czasem brzemię kondycji stworzenia. Jego orędzie jest dużo bardziej szalone: jest przypomnieniem, że człowiek ma udział nie tylko w kondycji stworzenia, ale także w wiecznej naturze samego Stwórcy.

Nie byłoby dobrze, żeby kult świętego Szarbela ograniczył się do wypraszania łask dla ziemskiego życia chrześcijan. Oby kult świętego maronity budował na ziemi Kościół żyjący życiem Boga, czyli Jego miłością.

Teraz muszę zaprzeczyć temu, co o Szarbelu napisałem wcześniej, że w świecie nie dokonał nic wielkiego i że świat nie dostrzegł jego obecności. Szarbel dokonał rzeczy najtrudniejszej: będąc na tym świecie wszedł w życie Boga, zaczął istnieć jak On, stał się miłością. Dostrzegli to jego bracia. Przełożony w dniu śmierci Szarbela wyraził głębokie przekonanie, że po śmierci Szarbel będzie działał. Widział, że ten człowiek żyje życiem wieczny, bo widział w nim miłość samego Boga. Jeśli więc niebo może przez Szarbela otwierać się nad ludzką słabością, to tylko dlatego, że słabość Szarbela otworzyła się na rzeczywistość nieba.

Stanięcie u grobu Szarbela jest prawdziwym wyzwaniem dla chrześcijanina: czy stanę z pragnieniem ściągnięcia Boga na ziemię, czy z pragnieniem wciągnięcia mnie w Boga?

ks. Przemysław M. Szewczyk