Małe Siostry z Nazaretu

Małe Siostry z Nazaretu

Większość użytkowników Internetu z pewnością zna zdanie przypisywane Woody’emu Allenowi: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”. Pojawia się ono tak często na Facebook'owych tablicach naszych znajomych, że zdążyło się już trochę wyświechtać, żeby nie powiedzieć nabrać kiczowatej otoczki. Nigdy bym chyba nie pomyślał, że przyjdzie mi je kiedyś zacytować.

Przed wyjazdem sporo czytałem o Libanie, wypisałem miejsca, które chciałbym zobaczyć, i przygotowałem sobie plan na każdy dzień. Nie byłem przy tym bardzo wybredny: będąc pierwszy raz w tym kraju chciałem zobaczyć główne miasta i ich zabytki, wybrać się do Doliny Bekaa itd. itp. I oto w drugim dniu spotkałem ojca Marona.

Ojciec Maron zdecydowanie zasługuje na oddzielny wpis, który z pewnością niebawem powstanie. Dziś chciałem się jednak skupić na jeszcze innym spotkaniu, które zresztą doszło do skutku dzięki pomocy o. Marona.

Przed przyjazdem do Libanu dostałem kontakt do siostry Laury ze zgromadzenia Małych Sióstr z Nazaretu. Zadzwoniłem do niej pierwszego dnia i umówiliśmy się, że postaram się przyjechać do niej do Ain el-Rommaneh. Znalazłem miejscowość o takiej nazwie na mapie – jakieś 11 kilometrów od Bejrutu, dowiedziałem się nawet jak tam dotrzeć (co w Libanie nigdy nie jest sprawą prostą) i zadowolony zaplanowałem dzisiejszy dzień. Później dopiero, gdy jechałem tam z o. Maronem okazało się, że w Bejrucie jest osiedle o takiej samej nazwie. Dzięki ojcu Maronowi uniknąłem omyłkowej wycieczki do nie-tego-Ain-el-Rommaneh-co-trzeba i oszczędzona mi została wizyta w skądinąd pewnie ciekawej, druzyjskiej wiosce.

Siostrę Laurę, drobną, bardzo energiczną i rozgadaną Libankę, odwiedziliśmy w jej mieszkaniu w dzielnicy Szijah, w którym mieszka z dwoma innymi siostrami z Belgii. W mieszkaniu była jeszcze siostra Christine, która od 33 lat mieszka i pracuje w Libanie. Siostry, mimo swojego niemłodego już wieku i problemów z nim związanych (s. Christine już ledwo widzi) mają w sobie ogromną energię i miłość, którą zarażają już po krótkiej z nimi rozmowie. Kilka razy podczas naszego spotkania padało stwierdzenie, że cóż to strasznego im się dzieje, czy jeśli chodzi o fizyczne dolegliwości, czy jeśli ledwo wiążą koniec z końcem, jeśli porównać to z problemami ludzi, wśród których żyją. Małe Siostry z Nazaretu zgodnie z regułą swojego zgromadzenia nie mieszkają w domach zakonnych, ale między ludźmi, niosąc im pomoc i Dobrą Nowinę poprzez bezpośrednią posługę i pracę pośród nich. Siostry same muszą zapracować na swoje utrzymanie i wynajem mieszkania. Siostra Laura przez trzy dni w tygodniu pozostaje w swojej dzielnicy, gdzie pomaga przy parafii, w lokalnym oddziale Caritasu, odwiedza ludzi samotnych i starszych i zawsze stara się być do dyspozycji tych, którzy jej potrzebują. Przez pozostałem trzy dni pracuje w obozie dla uchodźców w nadmorskiej miejscowości Dbaje na północ od Bejrutu.

Obóz pierwotnie przeznaczony był dla uchodźców z Palestyny, których według szacunków UNRWA jest w Libanie ponad 450 tys. W Dbaje przebywa obecnie około 700 rodzin palestyńskich, do których w ostatnim czasie dołączyło kolejne 100 rodzin Syryjczyków. Obóz oczywiście w miarę swoich możliwości przyjmuje nowych potrzebujących, choć s. Laura przyznała, że każda dodatkowa rodzina, to spore obciążenie dla tej i tak już bardzo gęsto zamieszkałej okolicy. Wśród mieszkających tam uchodźców pracują, najczęściej nieodpłatnie, różni lekarze, jednak zwykłą, codzienną posługę, czy to pielęgniarską, opiekuńczą czy najzwyklejsze wsparcie dobrym słowem wykonują cztery (sic!) siostry. Myślę, że nie potrzeba w tym miejscu komentarza.

Dostałem zaproszenie od sióstr, żeby odwiedzić obóz i przyjrzeć się ich pracy. Mam nadzieję, że uda mi się tam pojechać pod koniec tygodnia i zobaczyć jak i w jakich warunkach pracują.

Tomasz Kania

Wcześniejsze teksty z cyklu "Odkrywamy Liban":

Klasztor Świętego Krzyża i klasztor Zbawiciela

Bejrut - pierwszy spacer po mieście

Podoba Ci się to, co robimy? Buduj z nami Dom Wschodni!