Sydon

Sydon

Muszę przyznać, że Sydon, a w zasadzie jego najstarsza część, był dla mnie sporym zaskoczeniem. Przede wszystkim jak na tak starożytne i ważne miasto jest bardzo mały, w godzinę można spokojnie obejść go dookoła i do tego zwiedzić jeszcze sporą część dzielnicy targowej. Mnie na szczęście dane było spędzić tam znacznie więcej czasu.

Patrząc na mapę lub zdjęcie satelitarne Sydonu, nasza uwaga zostaje przykuta przez jeden, nieproporcjonalnie wręcz duży w skali miasta obiekt. Można by oczekiwać, że największy, a stąd prosta droga do najważniejszy obiekt w mieście jest świątynią: kościołem któregokolwiek z wyznań lub meczetem (synagog jednak aż tak wielkich nie budowano). Kiedy więc stanąłem przed jego bramami, dokąd skierowałem się od razu po przybyciu do miasta, ze zdziwieniem przeczytałem, że oto stoję przed Khan al-Franż, Chanem Franków, czy też tłumacząc nazwę: Karawanserajem Europejczyków. Największym obiektem w mieście, do którego zapewne wielu odwiedzających podobnie jak ja kieruje swoje pierwsze kroki, jest - jakbyśmy dziś powiedzieli - wielka galeria handlowa.

Chan został ufundowany w XVII wieku przez emira Fachr ad-Dina II dla pobudzenia handlu z Europejczykami, których wtedy i nierzadko jeszcze dziś, nazywano zbiorczym imieniem Frankowie. Budynek jest typowym osmańskim chanem na planie kwadratu. Z zewnątrz, od strony wybrzeża, chronią go wysokie mury, gdzieniegdzie tylko nacięte wąskimi oknami. Niedostępność fasady mocno kontrastuje z ogromną otwartą przestrzenią, która otwiera się przed wchodzącym zaraz po wejściu. Wewnątrz znajdujemy ogromny plac otoczony z czterech stron piętrowymi arkadami. Tego typu chany spełniały podwójną funkcję: część pomieszczeń zwłaszcza na parterze była przeznaczona do wystawiania swoich towarów, znajdowały się tam również stajnie i pomieszczenia gospodarcze, natomiast pokoje na pierwszym piętrze mogły służyć jako sypialnie dla przybywających tu kupców. Chan łączył więc funkcje galerii handlowej i hotelu. Główna brama, północna wychodziła na wybrzeże, dokąd przybijali statkami podróżni. Brama południowa otwierała się na plac miejski (co ciekawe zdecydowanie mniejszy niż dziedziniec chanu!). Kupcy mieli więc łatwy dostęp zarówno do portu, jak i do targów zajmujących wszystkie uliczki tej dzielnicy.

Kolejnym zaskoczeniem przy okazji odkrywania Sydonu był fakt, że tak naprawdę brak w nim imponujących zabytków, których odwiedzający mógłby oczekiwać po nazwie tak często pojawiającej się w historii, czy znanej choćby z biblijnych tekstów. Meczetów jest kilka w różnych typach, żaden jednak nie robi na oglądającym wielkiego wrażenia. Ot proste sale modlitw, pozbawione zbędnych ozdób.

Wydaje mi się, że może to świadczyć o prowincjonalności miasta i braku zainteresowania nim w okresie panowania arabskiego, mameluckiego a potem osmańskiego, co potwierdza brak w Sydonie obiektów ufudnowanych przez sułtanów czy chociażby ważniejszych emirów. Z drugiej strony może to być świadectwo rozbicia lub niewielkiej zamożności lokalnej społeczności muzułmańskiej, której nie stać było na ufundowanie dużego meczetu miejskiego, a zamiast tego stawiano małe sale modlitw w różnych dzielnicach.

Tak samo jest w Sydonie z obiektami kultu społeczności chrześcijańskich różnych wyznań czy wspólnoty żydowskiej. Wprawdzie na mapie jest zaznaczona synagoga, ale trudno ją zidentyfikować w dzielnicy Jerozolimskiej, znajdującej się generalnie w kiepskim stanie... Co do kościołów to w obrębie starego miasta obecnie znajdują się kościoły maronicki, katolicki i prawosławny. Melchicki został wybudowany bezpośrednio za murami Sydonu w czasie, kiedy tych murów już zapewne dawno nie było. Z tych czterech kościołów najciekawsza historia wiąże się z prawosławną katedrą św. Mikołaja. Obecny jej budynek miał zostać wybudowany w XV wieku, a w XVIII podzielony na pół, żeby pomieścić także wspólnotę melchicką. Przy wejściu do katedry znajduje się pokój, w którym - jak podaje tradycja - mieli się spotkać apostołowie Piotr i Paweł, kiedy przebywali w Sydonie głosząc ewangelię.

Co do meczetów, to udało mi się odwiedzić cztery. Dwa z nich: Al-Barrani (Zewnętrzny, bo wybudowany już poza murami miejskimi) z 1634 roku i Bab al-Saraj (Brama Pałacu, leżący przy pałacu emira) z 1201 roku, mimo czterech wieków różnicy reprezentują podobny typ architektoniczny jednokopułowego meczetu z przedsionkiem podpartym kolumnami połączonymi arkadami. Prawdopodobnie głównym meczetem miasta był Meczet Omara (nazwany na cześć drugiego kalifa prawowiernego) z XIII wieku, będący pierwotnie kościołem św. Jana, który wybudowali krzyżowcy. Składa się na niego podłużna sala przykryta sklepieniem krzyżowym i nieregularny arkadowy dziedziniec. Ostatni i najciekawszy architektonicznie meczet, który udało mi się odwiedzić, to meczet Al-Kichia z XVII wieku. Jego podłużna sala przykryta jest sześcioma kopułami opartymi na pendentywach spoczywających na filarach. Dzięki temu meczet robi wrażenie przestronnego.

Jednak najciekawsze jest zdecydowanie to, co jest pomiędzy zabytkami, czyli łączące je uliczki. Miastu swoim układem generalnie bliżej do innych miast leżących na wybrzeżu Morza Śródziemnego czy Adriatyku, jak choćby Kotor czy Budva niż na przykład do Kairu, z którym Sydon z pewnością był bliżej związany, chociażby politycznie. Wąskie uliczki wiją się we wszystkie strony i wystarczy chwila nieuwagi, żeby zupełnie stracić orientację. Z drugiej strony wystarczy rzut oka na mapę, żeby stwierdzić, że miasto jest nad wyraz regularne założone na tle innych miast arabskich, co pewnie świadczy o starożytności jego planu. Trzy główne ulice wytyczają dość regularny podział na kwartały mieszkalne. Wystarczy jednak krótki spacer tymi uliczkami, żeby stwierdzić, że na tle innych miast prezentują się nader oryginalnie. Otóż budynki po obu stronach ulic są tak blisko siebie, że ma się wrażenie, że się ku sobie pochylają, i nie jest to dalekie od prawdy. Bardzo często budynki podpierają się nawzajem łukami przyporowymi opartymi to na jednym, to na drugim budynku. Na nich znowu w wielu miejscach położono sklepienie zamykając zupełnie ulicę. Często więc wygląda to jakby uliczki drążone były w budynkach jak tunele w kopalniach!

Jeśli zastanowić się, po co mieszkańcy pozamykali w taki sposób swoje ulice zupełnie odcinając je od światła, przez co trzeba je dodatkowo oświetlać, można dojść do wniosku, że nie jest to w sumie zły pomysł. Tak zadaszone ulice dają świetną ochronę przed słońcem, zimnem i deszczem – można więc nawet przy niesprzyjającej aurze prowadzić dalej interesy. Poza tym przestrzeń nad tak zasklepionym przejściem można wykorzystać budując dodatkowe pomieszczenia.

Część z uliczek jest wyremontowana i to całkiem niedawno, większość jednak, a zwłaszcza te, które nie leżą bezpośrednio przy ważniejszych zabytkach czy trasach, po których zwykle poruszają się turyści, jest w opłakanym stanie. Dość powiedzieć, że widoczny wszędzie w Libanie problem z kablami elektrycznymi tu jest bardzo namacalny : często trzeba się schylać, żeby nie zahaczyć głową o zwisający ze sklepienia uliczki pęk kabli.

Sydon od czasów średniowiecza zamknięty był od strony lądu murem opartym na dwóch cytadelach z XII zwanych dzisiaj morską - leżącą na wysepce i połączonej z lądem groblą - i lądową, położoną na wzgórzu. Z murów niewiele już zostało, nie udało mi się zobaczyć żadnego jego fragmentu. Mizerny widok prezentuje również cytadela lądowa, której kamienie z pewnością służyły przez wieki mieszkańcom do budowy domów. Bardzo dobrze zachowała się z kolei cytadela morska, której ruiny dostępne są do zwiedzania. Co ciekawe, do wzmocnienia jej murów użyto kolumn, pozyskanych zapewne ze starych świątyń. Granitowe walce powtykane w ścianę były zapewne o wiele twardsze od piaskowca, z którego zbudowana była większość twierdzy – stąd zapewne taki wybór.

Będąc w Sydonie warto również zajrzeć do muzeum mydła w faktorii z XVII wieku i do pałacu rodziny Debbane, w którym można zobaczyć wnętrza z XVIII i XIX wieku.

Tomasz Kania

Zobacz zdjęcia z Sydonu na YouTube

____________
 

Poprzednie teksty z cyklu "Odkrywamy Liban":

Sanktuarium Matki Boskiej Oczekującej

Klasztor Świętego Krzyża i klasztor Zbawiciela

Małe Siostry z Nazaretu

Bejrut - Pierwszy spacer po mieście

_______________

Podoba Ci się to, co robimy? Buduj z nami Dom Wschodni!