Syria: tutaj Dzień Ubogiego jest dniem całego kraju

Syria: tutaj Dzień Ubogiego jest dniem całego kraju

Zeszłej niedzieli rano odprawiałem mszę u sióstr franciszkanek w Aleppo. Spędziłem tu miniony tydzień rozmawiając z Antoinette o jej kobietach i ich historiach, z Brigidą o rodzinach, z którymi codziennie się spotyka. Odwiedziliśmy osoby, które otrzymały wsparcie dzięki Domowi Wschodniemu, spotkaliśmy się z tymi, którzy na pomoc czekają. Kilka wieczorów przed zaśnięciem wysłuchałem kanonady wybuchów, dowiadując się na drugi dzień, gdzie spadły bomby, kto zginął. W połowie tygodnia przyszła wiadomość o zabiciu dwóch duchownych Kościoła ormiańskiego, ojca i syna.

Po mszy w niedzielę wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na południe. Widok za oknami ten sam od trzech lat: ruiny wiosek i pustynia. Potem ubogie miasteczka i nieustanne kontrole bezpieczeństwa.

Dojechaliśmy do Homs. Zburzone centrum miasta, zburzona część północna. Krótka rozmowa z przedstawicielami Stowarzyszenia Bayti - "Mój dom", którzy próbują na nowo poskładać miasto, które było mozaiką ludzi różnych wierzeń, a teraz się rozpadło na wrogich sobie sąsiadów.

Wieczorem byliśmy już w Damaszku, ale po drodze znowu przejeżdżaliśmy koło Ghouty...

I tak mi upłynął kolejny Światowy Dzień Ubogiego: w Syrii, w kraju, który jest ubogi od północy do południa, od wschodu do zachodu. Śledziłem informacje o dziełach podejmowanych w Polsce na rzecz ubogich, piękne, dojrzałe, odważne. Czytałem teksty Piotra Żyłki z Rzymu, gdzie spędzał Dzień Ubogiego u boku papieskiego jałmużnika. I dużo, bardzo dużo myślałem...

Myślałem o ubóstwie tak po prostu, że człowiek jest biedny. Nie zawsze tę biedę widać, bo czasem oznacza braki niewidzialne: brak akceptacji, brak miłości, brak uwagi, brak troski, brak wsparcia, brak przynależności. Czasem tylko "wybrakowany" widzi swoją biedę, bo przecież ma rodzinę, przyjaciół w życiu i na Facebooku, ma ludzi, którzy pomagają mu w karierze. Ale już na tyle długo żyję na tym świecie, by nie dać się zwieść: nie ma człowieka, który nie doświadczyłby biedy, braku, ubóstwa. Jednego się jeszcze nauczyłem: człowieka naprawdę spotyka się tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest biedny. Póki nie dopuści nas do swojej biedy, nie dopuszcza nas do siebie.

Dlatego Bóg zbawił świat przez ogołocenie swojego Syna. Ukrzyżowany jest czystym ubóstwem, staje nagi wobec nas i jego nędza krzyczy. Czy jest biedniejszy człowiek niż On? Jest w niej wszystko: niesprawiedliwość, odrzucenie, zrujnowanie dobrego imienia, zdrada przyjaciół, bezradność najbliższych, samotność, nagość, przemoc wreszcie śmierć. I właśnie taki sam się zbawia i nas zbawia. Bo wreszcie daje nam coś, co pojawia się tylko w piekle nędzy - miłość.

Nie wiem, czy potrafię jasno to wyrazić, ale w sercu doświadczenia chrześcijańskiego jest przekonanie, że ubóstwo jest warunkiem koniecznym do uratowania człowieczeństwa. Przede wszystkim nasze ubóstwo, przyjęcie własnej niewystarczalności, rezygnacja z bogactwa intelektu, władzy czy pieniędzy, które pod pozorem dawania schronienia zamykają nas w więzieniu. Przecież nikt nas nie spotka, jak tylko w naszym ubóstwie.

Człowiek, który doświadczy raz w życiu, co to znaczy, być naprawdę umiłowanym, nie za coś, ale tak po prostu, właśnie w swoim nic, w swojej nędzy, w swojej słabości, potrafi kochać też innych ubogich. Wie, że głodni nie potrzebują tylko chleba, ale towarzysza stołu. Że nadzy nie potrzebują tylko ubrania, ale kogoś kto im powie, że są piękni. Że chorzy nie potrzebują tylko zdrowia, ale kogoś kto im podczas choroby poprawi posłanie. Że cudzoziemcy, nie potrzebują tylko dachu nad głową, ale kogoś kto ich przyjmie.

Tak rozumiem zaproszenia papieża Franciszka do przeżywania Światowego Dnia Ubogiego, żeby zobaczyć, czy rozumiem, czym jest człowieczeństwo, czy rozumiem, co to znaczy ubóstwo, jakie w nim jest przekleństwo i jakie w nim możemy znaleźć bogactwo.

Moje własne ubóstwo nauczyło mnie, że bez sensu jest udawać, że jestem kimś, ze coś mam: wiedzę, pozycję, mądrość, uznanie, środki, możliwości. Wielu ludzi tak mnie postrzega, ale nie oni mnie zbawiają. Zbawiają mnie Ci, którzy przyjmują mnie w mojej nędzy.

Moje życie tak się potoczyło, że ostatnio sercem i ciałem mieszkam w Syrii, Egipcie, Afryce Północnej, wśród ludzi tak biednych, że aż głupio mi mówić, że w Polsce też są biedni. Czasem im pomagam - tylko dzięki Wam - ale dużo częściej się od nich uczę. Niektórych ubóstwo prowadzi do zbrodni, prawda, ale wielu tak kształtuje, że potrafią kochać w sposób dużo bardziej doskonały od bogatych i sytych.

Tyle chciałem Wam powiedzieć z Syrii, która przypomniała mi, że cały rodzaj ludzki jest bardzo, bardzo biedny. Nie bójcie się swojego ubóstwa, bo tylko dzięki niemu odkryjecie ludzi, którzy Was kochają i będziecie uratowani. A uratowanych zachęcam, żeby śmiało ratowali innych dając im to, co najważniejsze: obecność i otwartość serca. Ona nigdy nie pozostawi was bezczynnymi i da wam mądrość zmieniania oblicza ziemi.

ks. Przemysław M. Szewczyk

Jeśli chcesz, drogi Czytelniku, wesprzeć ubogich w Syrii, w Tygodniu Ubogiego prowadzimy zbiórkę na odtworzenie miejsc pracy dla ludzi w Aleppo w ramach projektu "Daj pracę!"