•  0
    Opinie

    Dlaczego mam śmiałość prosić?

      Przemyslaw Marek Szewczyk        0        Zgłoś treść

    Od pewnego czasu regularnie proszę ludzi o pieniądze na projekty, które realizujemy na Bliskim Wschodzie, lub po prostu, prywatnie zwracam się do przyjaciół, żeby pomogli jednemu czy drugiemu człowiekowi. W pewnym momencie aż mi było głupio, gdy te prośby pojawiały się dość często, ale właśnie wtedy uzmysłowiłem sobie, że specyficzny stosunek do pieniędzy przejawiający się w łatwości dzielenia się własnymi dobrami jest znakiem chrześcijańskiej wiary.

    Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie, którzy na serio zaufali Jezusowi, Jego nauce i sposobowi życia, nie są przywiązani do pieniędzy i dóbr materialnych. Znam małżeństwa z Domowego Kościoła, które z niespotykaną łatwością pożyczą samochód, kiedy potrzebuję, lub powierzą mi swoje pieniądze, jeśli pojawia się jakaś konkretna potrzeba. Tego samego doświadczałem w moim chrześcijańskim domu: rodzice mieli jakąś szczególną wolność od dóbr materialnych. Mama do dzisiaj jest pierwszą osobą, która wspiera projekty "Domu Wschodniego".

    Nie mam wątpliwości, że źródłem tej postawy jest Ewangelia i chrześcijańska wiara. Jezus zachęcał do dzielenia się bardzo odważnie: kto ma dwie szaty niech jedną odda temu, kto nie ma żadnej (Łk 3,11), nie gromadźcie skarbów na ziemi (Mt 6,19), idź, sprzedaj wszystko co posiadasz i rozdaj ubogim (Mk 10,21). Ubóstwo - którego pierwszym etapem jest dzielenie się własnym majątkiem z innymi i wolność od przywiązania do własności - jest radą, której udziela Ewangelia każdemu, kto w niej pokłada nadzieję na zbawienie. I to naprawdę działa. U wszystkich, którzy głęboko wierzą, ta wolność się pojawia, wielu w Kościele radę ubóstwa przyjmuje tak radykalnie, że wyrzekają się zupełnie własności prywatnej.

    Oczywiście rada ubóstwa nie jest prosta do wcielenia w życie. Nie brak ludzi, którzy ulegają złudzeniu, że Kościół może funkcjonować bez środków materialnych jakbyśmy już nie musieli jeść, pić ani zaspokajać innych potrzeb, które wiążą się z wydatkami. Sam niejednokrotnie przyjmując ludzi w kancelarii parafialnej czułem się trochę zażenowany w sytuacji, gdy przechodziliśmy do kwestii pieniędzy, i gdy ludzie, którzy bez wahania wydawali setki złotych na wieńce, kwiaty, limuzynę do ślubu czy alkohol na wesele, wobec pytania, czy swoim pieniędzmi podzielą się z duchownym, wykorzystują ewangeliczną radę ubóstwa, żeby dać jak najmniej. Z drugiej strony w takim momencie odczuwam radość, że mimo całego gadania o chciwości kleru, ludzie cały czas są przekonani, że nam pieniędzy dawać nie trzeba.

    O tym, jak ważne jest dla chrześcijan dzielenie się swoimi pieniędzmi, świadczy fakt, że ta sprawa pojawia się w Piśmie Świętym. Biblia nie tylko uczy o sprawach wzniosłych - o Bogu, Bożym Synu, Duchu Świętym, miłości, sprawiedliwości i pokoju - ale są w niej podane także bardzo praktyczne zasady dotyczące pieniędzy. Paweł Apostoł przeprowadzał wśród Greków pierwszą w Kościele zbiórkę na potrzebujących w Jerozolimie. Wtedy podał wskazówki, które sam często przypominam, gdy proszę o pieniądze. Z jednej strony zachęcał gorąco, żeby darowizna "okazała się chojnością a nie sknerstwem", ale z drugiej od razu dodawał: "Niech każdy jednak postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg" (2 Kor 9, 5.7).

    Dzielenie się tym, co posiadamy, jest naturalnie złączone z doświadczeniem jedności. Jest oczywiste, że dobra małżonków są wspólne, że rodzicie owoce swojej pracy wydają na dzieci, że w rodzinie chojnie przeznaczamy na siebie nawzajem nasze środki. Kościół pogłębia doświadczenie jedności czyniąc braćmi i siostrami ludzi, którzy z natury byli sobie obcymi. Dlatego Grecy wsparli Żydów w Jerozolimie, a dziś Kościół w Europie wspiera Kościół w Syrii. Żeby więc chrześcijaństwo nie zostało sprowadzone do jakiejś osobistej pobożności, domaga się tego rozmachu w miłowaniu i braterstwie i dzielenia się swoimi środkami z potrzebującymi na drugim końcu świata: oni naprawdę są braćmi.

    Jeszcze jedną bardzo ważną zasadę przy dzieleniu się własnymi dobrami podał Paweł Apostoł podczas organizowania zbiórki dla potrzebujących w Jerozolimie. Kiedy zachęca Greków do oddania własnych pieniędzy, tłumaczy, że rzecz dzieje się nie po to "żeby innym dać ulgę, a wam utrapienie, ale wypływa z potrzeby równości" (2 Kor 8,13). Grecy, których Paweł prosił o wsparcie Kościoła w Jerozolimie, nie widzieli, co dzieje się w odległej części świata, mogli więc odbierać organizowaną zbiórkę w kategoriach utrapienie dla nas, ulga dla nich. Paweł był, widział, wiedział co się tam dzieje, więc tłumaczy, że chodzi o równość. Te słowa Pawła nieustannie sobie przypominam, kiedy sam trapię moich znajomych i nieznajomych uporczywymi prośbami o wsparcie ludzi na Bliskim Wschodzie.

    W świecie panuje straszna nierówność, przeraźliwa. Tylko człowiek, który nosa nie wystawił poza Europę lub podróżował po luksusowych hotelach i miejscach dla bogatych turystów, może udawać, że żyje mu się ciężko i sam ma wielkie potrzeby. Emeryci w Polsce narzekają, że nie mają pieniędzy na leki, a na Bliskim Wschodzie emeryci już dawno nie żyją. Ludzie w sile wieku narzekają na niskie płace, a Hamada, który zrobił nam tę stronę internetową, jako informatyk w dużym banku w Syrii zarabia miesięcznie 50 $. Nierówność w dostępie do dóbr materialnych i możliwości, które wypływają z bogactwa jak edukacja czy kultura, winny palić nasze chrześcijańskie sumienia i przynaglać nas do dzielenia się. Moje pali i bardzo chciałbym, żeby zaczęła palić także Wasze.

    Dlatego proszę, przekażcie Wasze pieniądze do Aleppo. Jeśli masz jakąkolwiek pracę i dzięki niej utrzymujesz siebie i swoją rodzinę, oddaj choć 10 złotych tym, którzy zmuszeni są żyć z łaski. Nie proszę o to, żeby Cię utrapić, a komuś daleko przynieść ulgę. Proszę ze względu na równość, której teraz tak drastycznie brakuje.

    Ks. dr Przemysław M. Szewczyk


     


  •  


Napisz komentarz

Please Login to insert comment.

 

Rozmowy na Facebook'u