•  1
    Bliski Wschód

    Horreia, czyli wolność zza dykty

      Przemyslaw Marek Szewczyk        0        Zgłoś treść

    Uliczki downtown w Kairze usłane są stolikami i fotelami, które do wieczora prażą się w słońcu, ale po zachodzie zapełniają się ludźmi: kobietami i mężczyznami, młodymi i starymi. Uliczne kafejki spowija mrok i kłęby dymu z szisz, głośna muzyka arabska miesza się z hałasem rozmawiających. Każdy, kto był w Kairze, musi pamiętać ten obrazek ilustrujący wieczorne Egipcjan rozmowy.
    Jest jednak w tym gąszczu stoliczków zastawionych sziszami i herbatą miejsce szczególne, jedno z niewielu, gdzie można zamówić piwo: lokal „Horreya”. Oprócz lokalnej Stelli skosztować tu można jeszcze Heinekena i na tym karta piw się kończy. I tak odważnie jak na realia Egiptu. Myliłby się jednak ktoś, kto liczyłby na to, że w „Horreyi” można sączyć piwko w cieniu palm zdobiących ulice Kairu czując na twarzy orzeźwiający powiew wieczornej bryzy. „Horreya” to spelunka szczelnie zamknięta, tylko w kilku witrynach ma nieprzezroczyste szyby, reszta do połowy zasłonięta jest dyktami. Właściciel pilnuje, żeby zamawiający piwo nie usiedli czasem za blisko drzwi, bo wtedy mogliby się dostać pod spojrzenia przechodzących na zewnątrz. A przecież picie alkoholu jest haram, więc jeśli nawet ma miejsce, musi dokonywać się w ukryciu.
    Do „Horrei” przychodzą wszyscy. W ciągu dnia raczej dorosłe towarzystwo, nawet leciwe. Ubrani w tradycyjne arabskie stroje mężczyźni i zawoalowane kobiety, których poza „Horreyą” wzięlibyśmy za fundamentalistów islamskich, wpadają schować się za dyktą i wysączyć piwo. Wieczorem robi się gwarnie, bo na piwko wpada młodzież egipska i cudzoziemska studiująca w Kairze. Miejsce uchodzi za europejskie, ale wśród amatorów Stelli rozpoznać można twarze o rysach zupełnie nieeuropejskich. Część rozmów rozbrzmiewa po arabsku, ale gdy jeden stolik nawiązuje kontakt z innym, gdy przekracza się granice własnego świata górę bierze angielski. Język arabski, choć zrozumiały dla wielu narodów i milionów ludzi, jednak ogranicza, angielski – wręcz przeciwnie – chociaż jest językiem jednego narodu i jego odrośli na nowym kontynencie, jest w stanie łączyć.
    A rozmawia się w „Horreyi” o wszystkim. Dominika z Bogusią opowiadały nam o swojej fascynacji światem i językiem arabskim tłumacząc, że tutaj, za dyktą podczas rewolucji toczyły się dyskusje o wolności, prawach człowieka i wizjach nowego Egiptu. Kilka dni temu jakiś nieznany mi z imienia Irakijczyk wykrzyczał swój ból z powodu straty rodziny oskarżając przy okazji wszystkich Europejczyków i Amerykanów, że przyjeżdżają do Egiptu, żeby zniszczyć ten kraj tak samo, jak zniszczyli Irak i Syrię. Saleha wypytywaliśmy o Sudan. Temat Palestyny i Izraela, amerykańskiego imperializmu czy demokracji w Egipcie nie schodzi z ust bywalców „Horreyi”. Tak jakby wolność picia alkoholu szła w parze z wolnością słowa. Jest zgoda na obie, ale tylko za dyktą.
    „Horreya” po arabsku znaczy wolność, nic więc dziwnego, że wizyty w tej spelunce nastrajają do przemyśleń na temat tak zwanych swobód obywatelskich. Wolność spożywania alkoholu ograniczona jest w Egipcie oczywiście z powodu islamu, gdyż Muhammad po początkowych wahaniach uznał, że alkohol jest jednak haram: w każdej sytuacji i zawsze. Stosunek do alkoholu jest jedną ze znaczących różnic między islamem a chrześcijaństwem, jednak jest to temat na inny felieton… W każdym razie wydaje się, że radykalna decyzja jaką podjął Muhammad wobec niebezpieczeństwa swobodnego picia alkoholu, nie pozostanie bez związku z dość powszechną praktyką ograniczania swobody wypowiedzi w krajach arabskich. Obie swobody niosą z sobą zagrożenie: alkohol i słowo mogą upoić, odebrać rozum, przysłonić rzeczywistość. Alkohol i słowo są niebezpieczne, łatwo dają się nadużywać i wtedy powodują niespotykane zniszczenia. Słowem można uwieść całe społeczności, słowem można wzbudzić bunt i doprowadzić do wojny, słowem można zabijać ludzi i całe narody.
    Może rzeczywiście czasem „Horreya” powinna schować się za dyktą?
    ks. Przemysław M. Szewczyk

     


  •  


Napisz komentarz

Please Login to insert comment.

 

Rozmowy na Facebook'u