•  0
    Stowarzyszenie

    Między Wschodem a Zachodem

      Przemyslaw Marek Szewczyk        0        Zgłoś treść

    Dom Wschodni w Polsce? Czy nie mamy naszych własnych zmartwień? Czemu mamy się zajmować dalekimi krajami i cudzymi problemami, skoro mamy tyle własnych problemów? Czy to czasem nie ucieczka i jakaś chora egzotyka? Takie i tym podobne pytania mogą rodzić się w głowach Polaków słyszących o „Domu Wschodnim nad Wisłą”. A zatem dwa słowa wyjaśnienia.

    Najpierw trzeba przyznać rację tym, którzy są wyczuleni na niebezpieczeństwa wynikające z przyjmowania postawy ucieczkowej. Wszyscy mamy w sobie taką nieszczęśliwą skłonność, że wobec własnych problemów mamy czasem ochotę uciec, i żeby ta ucieczka ładnie wyglądała, uciekamy w sprawy innych ludzi, w troskę o innych, w pomoc całemu światu. Gdyby zwrócenie uwagi na Wschód miało polegać na odwróceniu uwagi od Zachodu, na jakimś przymknięciu oczu na nasze problemy, byłoby czymś po prostu błędnym. Nie taki jest jednak zamiar „Domu Wschodniego”.

    Naszą uwagę na Wschód kierujemy przede wszystkim dlatego, że Wschód jest podstawą naszego świata. Nie zwracamy się zatem ku jakimś bliżej nieokreślonym „im”, ku światu obcemu naszej kulturze i naszej rzeczywistości, ale zwracamy się ku korzeniom, ku podstawom naszego świata. Nie jest to zatem tylko i wyłącznie troska o jakiś inny świat, zewnętrzny wobec naszego, ale zwrot ku Wschodowi jest – na pierwszy rzut oka dość paradoksalnie – autentyczną troską o Zachód i jego tożsamość. Podstawą Kościoła jest Pismo Święte i nauka Ojców, z których ci pierwsi byli ludźmi Wschodu. Jest więc oczywiste, że świat chrześcijański nie posiada dwóch źródeł światła – jednego dla Wschodu, drugiego dla Zachodu – ale (jak napisał w pierwszym zdaniu listu apostolskiego Orientale lumen błogosławiony Jan Paweł II) „światło Wschodu oświeca Kościół powszechny”. Dom Wschodni ma być zatem miejscem, w którym Zachodnia tradycja Kościoła odnajduje swoje własne światło, światło Wschodu.


    Błogosławiony Jan Paweł II w przywołanym tekście przypomniał wyraźnie, że „czcigodna i starożytna tradycja Kościołów Wschodnich stanowi integralną część dziedzictwa Kościoła Chrystusowego” (Orientale lumen 1). Budowanie Domu Wschodniego nad Wisłą, pośród chrześcijan Zachodu nie prowadzi zatem do wprowadzania jakiejś tradycji obcej, „nienaszej”, ale poprzez przybliżenie tradycji wschodniego chrześcijaństwa udostępnienia Kościołowi Chrystusowemu żyjącemu na Zachodzie jego własne dziedzictwo. Kiedyś wszystkie kościoły chrześcijańskie – bez względu na to, czy należały do tradycji łacińskiej, greckiej, syryjskiej czy innej – były „zorientowane”, czyli zwrócone ku Wschodowi, bo ludzie Kościoła, bez względu na to, gdzie żyją, spojrzenie skierowane mają ku Wschodzącemu Słońcu, naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi.

    „Dom Wschodni” nie jest zatem ucieczką od zachodniego świata i jego problemów, ale wręcz przeciwnie: konkretną pomocą w odnowieniu i umocnieniu chrześcijaństwa obecnego na Zachodzie. Jak to dokonuje się w praktyce, mieliśmy okazję doświadczyć w ubiegłym roku w parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Tomaszowie Mazowieckim, podczas rekolekcji wielkopostnych głoszonych przez ojca Zygmunta Kwiatkowskiego, jezuitę Prowincji Bliskowschodniej Towarzystwa Jezusowego, który od ponad 30 lat żyje i pracuje w Syrii. Owocem tych rekolekcji było między innymi odkrycie na nowo nabożeństwa „Gorzkich Żali”, ze wszech miar zachodniego. Naprawdę, światło Wschodu pozwala nam lepiej zrozumieć, kim jesteśmy my, chrześcijanie Zachodu.

    ks. dr Przemysław M. Szewczyk

     


  •  


Napisz komentarz

Please Login to insert comment.

 

Rozmowy na Facebook'u